Walka dwóch dusz……

Piątek sobotni, wieczór, kiedyś jeszcze bym imprezował o godzinie 23:30 a nie leżał w łóżku. Prawda pojechałem do akademika do O., ale uciekłem z tamtąd. Pojechałem bo obiecałem, nie nadaje się dzisiaj na imprezę.
Co się ze mną dzieje?? Cały tydzień świrowałem, sam nie wiem dlaczego, dlatego że M. idzie sama na imprezę. Sam chyba nie wiem czego sie tak naprawdę boję.
Kiedyś byłem uważany za faceta silnego, który wszystko olewa, niczym się nie przejmuje,a teraz szkoda gadać co się dzieje… Przypominają mi się czasy podstawówki, tylko to co się ze mną dzieje nie jest spowodowane krzywdą i złem które mnie otaczało a tęsknotą.
Z faceta silnego, stałem się osobą która boi się jednego, bycia samotnym. Jak spiewa Dżem “bo najgorsze w życiu to samotnym być”. Kurde chyba deszcz pada mi w tym pokoju:/.
Coś co najlepiej oddaje w tym momencie jest piosenka SDM – Czarny blues o czwartej nad ranem.

Więc ogólnie wieczór dla mnie nieciekawy, zwinąłem się z imprezy wcześnie, z brakiem nastroju, i walącym jak młot parowy sercem. Jak ja cholernie tęsknie, i te poczucie bezsilności. Brak walki M.z M2. o ten długi weekend. Wiem to nie ma sensu,ale ja bym walczył. Ale to ja nie M.
Ciężko przeżywam te ostanie tygodnie bez niej, jak nigdy dotąd, i mimo świadomości że to już tylko chwila i zamieszkamy razem, nie potrafię się zmusić do uśmiechu na twarzy. Spróbuje zasnąć z SDM w tle, chociaż wątpię żeby mi się to udało.


About this entry